Przedsiębiorcy, w celu lepszego odróżnienia od konkurencji na rynku, coraz częściej wykorzystują do oznaczania swoich towarów i usług określoną kolorystykę. Przykładowo, po fioletowym kolorze ich opakowań bezbłędnie rozpoznamy czekolady „Milka”, tak samo charakterystyczny jest dla nas pomarańczowy wystrój salonów telefonii komórkowej „Orange”. Ponieważ kolor może niekiedy odróżniać markę równie skutecznie jak nazwa lub logo (a nawet lepiej), pojawia się pytanie, czy także barwę można zastrzec jako znak towarowy i zyskać wyłączność na jej używanie?

Choć teoretycznie jest to możliwe, w praktyce udaje się jedynie nielicznym –dużym i doskonale rozpoznawalnym markom. Do ich grona należą m. in. wspomniane wyżej: Kraft Foods Schweiz Holding Gmbh (Milka), Orange Brand Services Limited (Orange), Beiersdorf AG (Nivea), Mars Petcare UK (Whiskas).Należy wyjaśnić, że prosty kolor rzadko bywa rejestrowany jako znak towarowy, gdyż zwykle brak mu koniecznej zdolności odróżniającej (nie jest elementem, który pozwala dostatecznie odróżnić towary lub usługi danego przedsiębiorcy od konkurencyjnych na rynku). Najczęściej, dopiero gdy kolor używany jest w obrocie konsekwentnie i przez dłuższy czas, zaczyna być kojarzony z konkretną marką i – tak jak w przypadku produktów Milka lub Orange – zyskuje możliwość rejestracji.

Przedsiębiorcy, chcąc wzmocnić zdolność odróżniającą stosowanych (barwnych) oznaczeń, a tym samym zwiększyć szanse na ich skuteczne zastrzeżenie –zamiast prostych kolorów częściej zgłaszają ich oryginalne kompozycje lub też łączą kolor z innymi elementami znaku. Użycie koloru w z góry przemyślanej, konkretnej kombinacji (np. z innym kolorem lub w określonym miejscu na produkcie) lepiej odróżnia markę i nie grozi zmonopolizowaniem koloru jako takiego (w przypadku rejestracji, zakazane jest wtedy używanie koloru tylko w konkretnym kontekście).

Wydaje się, że z podobnego założenia wyszedł również Christian Louboutin, któremu kilka lat temu udało się dołączyć do elitarnego grona właścicieli „kolorowych” znaków towarowych. Nie trzeba wyjaśniać, że marka słynie z pięknych szpilek z charakterystyczną, czerwoną podeszwą – obiektu pożądania wielu kobiet na świecie. Popularność „szpilek od Louboutina” sprawiła, że również inni przedstawiciele branży (w tym dom mody Yves Saint Laurent, czy hiszpański koncern odzieżowy Inditex) zaczęli wprowadzać do swojej oferty pantofle z czerwonym spodem. Więcej, szpilki Louboutin kopiowane są tak często, że marka uruchomiła specjalny projekt „Stop Fake Louboutin”, ułatwiający monitorowanie zaistniałych naruszeń.

Właśnie w ramach walki z producentami obuwia, oferującymi szpilki z charakterystycznym dla Louboutin karminowym spodem, marka podjęła starania zmierzające do zastrzeżenia czerwonej podeszwy jako znaku towarowego Beneluksu (ostatecznie tylko dla klasy „buty na wysokich obcasach”). Co istotne, opisując znak w zgłoszeniu, Louboutin nie ograniczył się jedynie do prostego wskazania czerwonej barwy i jej odcienia, ale dodatkowo doprecyzował, że użycie koloru dotyczy jednego, konkretnego elementu produktu („znak składający się z koloru czerwonego naniesionego na podeszwę buta zgodnie z przedstawieniem (kontur buta nie stanowi części znaku towarowego, lecz służy wyłącznie uwidocznieniu umiejscowienia znaku towarowego)”. Louboutin opisał więc swoje oznaczenie w sposób możliwie bezpieczny –z jednej strony wskazał kolor, mający podlegać ochronie, z drugiej ograniczył tę ochronę jedynie do konkretnego, opisanego w zgłoszeniu sposobu jego użycia. Pomyślnie dla Louboutin, oznaczenie zarejestrowano, dzięki czemu zyskał on wyłączność w zakresie jego stosowania na terytorium Belgii, Holandii i Luksemburga. Co prawda, zastrzeżenie znaku nie gwarantuje marce, że konkurencyjne oferty pantofli „a’la Louboutin” znikną, ale znacząco ułatwia dochodzenie ochrony przysługujących jej praw.

Z możliwości, jakie daje rejestracja oznaczenia, Louboutin skorzystał dość szybko – w związku ze sporem z holenderską marką „Van Haren”, sprzedającą szpilki z „zakazanym” czerwonym spodem. Dowiedziawszy się o działalności spółki, Louboutin wystąpił przeciwko Van Harendo Sądu Rejonowego w Hadze (Rechtbank den Haag) z powództwem o stwierdzenie naruszenia jego praw do znaku towarowego. Choć początkowo wydawało się, że Louboutin jest o krok od wygrania procesu, aktualnie szala zwycięstwa zaczyna przechylać się na stronę Van Haren. Zdaniem holenderskiej spółki, zastrzeżony na rzecz Louboutin znak towarowy powinien zostać unieważniony. Twierdzenia Van Haren wzbudziły poważne wątpliwości sądu haskiego, który zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) o pomoc w rozstrzygnięciu zagadnienia.

Konkretnie, wątpliwości sądu holenderskiego dotyczyły tego, czy do spornego znaku Louboutin znajdzie zastosowanie art. 3 ust. 1 lit. e) ppkt (iii) dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/95. Zgodnie z regulacją, oznaczenia „składające się wyłącznie z kształtu zwiększającego wartość towaru” nie powinny być monopolizowane i(jeśli zostały zastrzeżone) podlegają unieważnieniu.  Przepis wyraża pewną ogólną zasadę, zgodnie z którą rejestracja oznaczeń, pokrywających się z zewnętrzną cechą produktu (a takim jest sporny znak Louboutin – czerwona podeszwa buta) na rzecz jednego przedsiębiorcy, może nadmiernie ograniczać pozostałych w ich prawie do wprowadzania na rynek konkurencyjnych towarów. W rozstrzygnięciu co do możliwości zastosowania przepisu do spornego znaku Louboutin, ma pomóc sędziom haskim pytanie prejudycjalne, które skierowali do TSUE. Zgodnie z ich prośbą, Trybunał dokona interpretacji artykułu i wyjaśni, czy „kształt”, o którym mowa w przepisie, należy rozumieć dosłownie – jako dotyczący trójwymiarowych właściwości produktu (kontury, wymiary, objętość itp.), czy także innych jego właściwości, takich jak kolor.

Dotychczas, zagadnienie to było już dwukrotnie przedmiotem opinii polskiego Rzecznika Generalnego w TSUE – Macieja Szpunara. W ostatniej opinii uzupełniającej, przedstawionej TSUE w dniu 6 lutego b.r., Rzecznik podtrzymał dotychczasowe stanowisko i stwierdził, że o ile analizowany przepis nie znajdzie zastosowania do znaku stanowiącego kolor per se, to można stosować go do oznaczeń „składających się z kształtu towaru i wymagających ochrony dla koloru w związku z tym kształtem”. Niejako posiłkowo (gdyż ta ocena należy już do sądu holenderskiego), Rzecznik dodał, że takim oznaczeniem jest, jego zdaniem, sporny znak Louboutin („należy zrównać [go]z oznaczeniem składającym się z kształtu towaru, w przypadku którego to oznaczenia dochodzi się przyznania ochrony dla koloru związanego z tym kształtem, a nie ze znakiem towarowym składającym się z koloru samego w sobie”.

Rzecznik wskazał ponadto, że ostatecznie, o możliwości zastosowania art. 3 ust. 1 lit. e) ppkt (iii) dyrektywy do znaku słynnej marki, przesądzi także kwestia tego, czy oznaczenie rzeczywiście „zwiększa wartość towaru” – tj., czy czerwona podeszwa tak bardzo podnosi atrakcyjność butów, że nie jest słusznym, ani sprawiedliwym, zastrzeganie jej wyłącznie na rzecz jednego tylko przedsiębiorcy (Louboutin). Powyższe, jak podkreślił Rzecznik, nie ma jednak znaczenia, jeśli atrakcyjność szpilek z czerwoną podeszwą wynika przede wszystkim z reputacji słynnej marki. Tym samym, choć opinia wydaje się być bardziej korzystna dla Van Haren i potwierdzać tezy spółki, nie przekreśla jeszcze szans Louboutin na wygranie procesu. Po pierwsze, stanowisko Rzecznika nie jest wiążące dla Trybunału i może on rozstrzygnąć odmiennie, po drugie, opinia pozostawia Louboutin istotną „furtkę”–może on wciąż dowodzić, że atrakcyjność szpilek z czerwonym spodem wynika właśnie z reputacji marki oraz jakości jej produktów.

Sprawa Louboutin przeciwko Van Haren pokazuje, że kwestie związane z rejestracją oznaczeń – kolorów są wyjątkowo trudne i zawsze budzą kontrowersje. Z drugiej strony, właśnie z tego powodu wydają się tak interesujące – z pewnością będziemy śledzić i relacjonować na blogu dalsze koleje słynnego sporu. Szczególnie ciekawe wydaje się to, w jaki sposób ewentualna przegrana Louboutina mogłaby wpłynąć na los podobnych oznaczeń, łączących kolory oraz inne elementy znaku, np. przestrzenne. Wydaje się, że taki wynik procesu uczyniłby rejestrację niektórych znaków jeszcze trudniejszą, a w przypadku już zastrzeżonych, otwierał możliwość ich unieważnienia.

 

____

Sprawdź do czego się odwołujemy:

  • Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/95/WE z dnia 22 października 2008 r. mająca na celu zbliżenie ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do znaków towarowych (Wersja skodyfikowana) – link;
  • Opinia uzupełniająca rzecznika generalnego Macieja Szpunara przedstawiona w dniu 6 lutego 2018 r. w sprawie C‑163/16 Christian Louboutin, Christian Louboutin SAS przeciwko Van Haren Schoenen BV – link.

 

____

Zachęcamy do zapoznania się ze wszystkimi artykułami na blogu dotyczącymi branży fashion, które powstały w związku z Targami Mody (21-22.02.2018, Poznań).