W dniu 2 lutego b.r. do Sejmu wpłynął rządowy projekt ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnym, wdrażający dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014//26/UE w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi oraz udzielania licencji wieloterytorialnych dotyczących praw do korzystania online z utworów muzycznych na rynku wewnętrznym (tzw. „dyrektywa CRM”). Informacja ta cieszy szczególnie, biorąc pod uwagę fakt, że termin wdrożenia dyrektywy upłynął ponad dwa lata temu, z dniem 10 kwietnia 2016 r. i – w związku z tak dużym opóźnieniem – Polsce grożą wysokie kary finansowe.

Dlaczego jednak mimo dość długiego terminu implementacji dyrektywy oraz ryzyka ogromnych kar związanych z jego przekroczeniem, ustawa wciąż nie weszła w życie i znajduje się dopiero na etapie prac sejmowych? Otóż, dyrektywa (a za nią ustawa) reguluje ważne i trudne kwestie, które od dawna budzą wiele emocji. Głównym celem ustawy jest uporządkowanie zasad, według których działają organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi (np. takie jak ZAiKS). Ustawodawca unijny zwraca uwagę na potrzebę zapewnienia większej transparentności działań takich organizacji, w interesie nie tylko zainteresowanych użytkowników, ale także samych twórców, którzy powierzyli organizacjom ochronę swoich praw. W konsekwencji, choć projekt wciąż daleki jest jeszcze od doskonałości, na pewno stanowi ważny i potrzebny krok ku właściwej regulacji skomplikowanych stosunków pomiędzy organizacjami, artystami i podmiotami korzystającymi z ich twórczości. Oto najciekawsze z rozwiązań zaproponowanych w ustawie.

Po pierwsze, projekt wprowadza konstrukcję tzw. „rozszerzonych licencji zbiorowych”. Zgodnie z ustawą, także ci twórcy, którzy nie powierzyli swoich praw w ochronę żadnej organizacji (nie podpisali z nią umowy), i tak będą przez daną organizację (niejako „przymusowo”) reprezentowani (organizacja będzie mogła zarządzać artystycznym dorobkiem takiego twórcy i m. in. udzielać użytkownikom licencji na korzystanie z tego dorobku). Możliwość ta dotyczy jednak tylko tych sytuacji, w których ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje obowiązkowe pośrednictwo organizacji zbiorowego zarządzania w relacjach pomiędzy twórcą, a użytkownikiem. Dzięki takiej konstrukcji użytkownik ma pewność, że organizacja, która (tak pośrednicząc) udziela mu licencji jest do tego rzeczywiście uprawniona (a więc, na mocy projektowanej ustawy, na pewno legalnie zarządza także dorobkiem tych artystów, którzy nigdy nie powierzyli go w jej ochronę).

Choć rozwiązanie to wydaje się potrzebne i słuszne (wprowadza pewien porządek i zwiększa pewność obrotu prawami autorskimi lub pokrewnymi na linii organizacja – użytkownik), wciąż budzi wątpliwości z punktu widzenia sytuacji twórcy. Bezsprzecznie ogranicza twórcę w jego prawach (w swobodzie decydowania o ich powierzeniu organizacji) i jako takie powinno dodatkowo: (i) przewidywać obowiązek organizacji w zakresie poinformowania artysty o zamiarze udzielenia licencji na korzystanie z jego twórczości; (ii) oraz wyraźnie przyznawać artyście prawo zgłoszenia skutecznego sprzeciwu co do takiego działania. Obecny projekt nie spełnia tych wymogów.

Ponadto, w myśl ustawy, organizacją właściwą do udzielenia tego typu licencji jest tzw. „organizacja reprezentatywna” – a więc organizacja, która posiada zezwolenie na zbiorowe zarządzenie prawami do danej kategorii twórczości na danym polu eksploatacji. W przypadku, gdy organizacji takich działa więcej niż jedna – organizacją reprezentatywną będzie ta, która zrzesza największą liczbę uprawnionych. Choć na pierwszy rzut oka rozwiązanie wydaje się jasne, powstają istotne wątpliwości w zakresie jego relacji do (istniejących w ustawie o prawie autorskim) przepisów dotyczących obrotu utworami niedostępnymi w obrocie handlowym (tzw. utworami out of commerce). Brak wyraźnego określenia tej relacji w projekcie, może prowadzić do sytuacji, w której użytkownik, zainteresowany korzystaniem z dzieła typu out of commerce, będzie zmuszony uzyskać (i zapłacić za) potrzebną mu do tego licencję dwukrotnie (raz za pośrednictwem „organizacji reprezentatywnej” w rozumieniu projektu i drugi raz za pośrednictwem organizacji uprawnionej do zarządzania prawami do dzieł typu out of commerce w rozumieniu ustawy o prawie autorskim).

Po drugie, projekt ustawy wprowadza ciekawe rozwiązania zmierzające do uporządkowania stosunków pomiędzy organizacją a użytkownikiem. Przykładowo, projekt stanowi, że organizacja nie będzie mogła, bez ważnej przyczyny, odmówić użytkownikowi udzielenia licencji. Ponadto, nakłada na organizację wyraźny obowiązek niezwłocznego poinformowania użytkownika o sytuacji, w której ta przestaje być uprawniona do zarządzania prawami danego twórcy (np. w przypadku, gdy artysta wypowiedział łączącą go z organizacją umowę). Wątpliwości budzą jednak postanowienia dotyczące możliwego repertuaru organizacji. Mianowicie, zgodnie z projektem twórca może powierzyć organizacji w ochronę nie tylko prawa do konkretnych (istniejących już) utworów, lecz także prawa do całego przyszłego (i bliżej nieokreślonego jeszcze) dorobku, jaki powstanie już po zawarciu umowy z organizacją. Pytanie, czy użytkownik, na podstawie uzyskanej od organizacji licencji (obejmującej cały repertuar takiego artysty), faktycznie mógłby legalnie korzystać ze wszystkich jego dzieł – w tym także tych stworzonych przez artystę już po podpisaniu umowy z organizacją? Rozwiązanie to jest wyraźnie sprzeczne z ustawą o prawie autorskim – zgodnie z nią nieważna jest bowiem umowa (tu: umowa powierzenia przez twórcę praw w ochronę organizacji) w części dotyczącej „wszystkich utworów” danego twórcy „mających powstać w przyszłości” (art. 41 ust. 3 ustawy). W tym zakresie projekt może powodować istotną niepewność prawną.

Wreszcie, projekt określa zasady udzielania przez organizację tzw. licencji wieloterytorialnych na korzystanie z utworów muzycznych w Internecie. Celem tego rozwiązania jest ograniczenie liczby licencji, które zainteresowany usługodawca musiałby uzyskać od różnych organizacji chcąc udostępniać pliki muzyczne na terytorium różnych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Przykładowo, obecnie właściciel platformy internetowej „XYZ”, chcący udostępniać dany plik muzyczny użytkownikom w Polsce oraz w Niemczech, ma obowiązek uzyskać licencję m. in. w zakresie praw autorskich do pliku (jako utworu muzycznego). Co oczywiste, taka licencja, udzielona mu przez polską organizację ZAiKS, nie byłaby tu wystarczająca – „działałaby” bowiem tylko na terytorium Polski. Konieczne będzie zatem także pozyskanie „brakującej” licencji od właściwej organizacji zarządzającej prawami autorskimi do utworów muzycznych w Niemczech (co często bywa skomplikowane i generuje dodatkowe koszty). Konstrukcja licencji wieloterytorialnych znacznie ułatwi ten proces – jedna licencja (udzielona, wedle wyboru zainteresowanego, bądź przez organizację polską, bądź przez niemiecką) pozwoliłaby legalnie udostępniać plik – utwór na terytorium obu wspomnianych państw.

Podsumowując, komentowany projekt wprowadza wiele ciekawych rozwiązań – i choć wciąż niepozbawionych wad – z pewnością koniecznych w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, w tym w szczególności w związku z rozwojem Internetu i nowych technologii (licencje wieloterytorialne). Należy liczyć, że projekt, w ramach dalszego procesu legislacyjnego, pozbawiony zostanie sygnalizowanych niespójności, a ich eliminacja nie zwiększy znacząco (i tak już sporego) opóźnienia Polski we wdrożeniu dyrektywy CRM do polskiego porządku prawnego.

 

____

Sprawdź do czego się odwołujemy:

  • Projekt ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi;
  • Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014//26/UE w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi oraz udzielania licencji wieloterytorialnych dotyczących praw do korzystania online z utworów muzycznych na rynku wewnętrznym;
  • Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r.